Przez ostatnie 10 dni na blogu panowała cisza. Powód to wypadkowa kilku rzeczy: mojego lenistwa, lekkiego znudzenia wszystkim oraz monotematyczności newsów z zeszłego tygodnia.
Jak ktoś żyje w puszczy amazońskiej, to pewnie nie wie jeszcze, że cały poprzedni tydzień internet gotował się na temat ACTA. Gotował się, nie bardzo wiedząc co to w ogóle jest. Ktoś powiedział im, że to jest złe oraz niedobre i tyle wystarczyło, żeby się przeciwko temu buntować.
Tak, mi również średnio podoba się ta umowa – głównie ze względu na jej ogólność i powstawanie w tajemnicy. Nie wyłączyłem jednak myślenia i nie sieję paniki wokół. Ilość bzdur jaką przeczytałem na ten temat wystawia niezbyt dobre świadectwo „internautom”1.
Paweł Nowak w Tworzę Internet #2 powiedział, że musi iść pod prąd, albo przynajmniej w poprzek. Ja w tej kwestii również nie potrafię iść z prądem. Nie potrafię stać w jednym rzędzie z ludźmi, którzy protestują przeciwko czemuś, o czym nic nie wiedzą. Nie chcę być kojarzony z osobami, którzy jako rozwiązanie uważają przemoc wobec losowych ludzi.
Potraktujcie ten wpis jako wyjaśnienie mojego względnego milczenia w tej sprawie.
"So, for the record, we now live in a world where HP criticizes Apple’s laptop pricing for leading a “race to the bottom”."
— John Gruber
(Source: daringfireball.net)
Pośród wielu mądrych rzeczy, którymi podzielił się z nami Steve Jobs można znaleźć rzecz następującą:
What a computer is to me is the most remarkable tool that we have ever come up with. It’s the equivalent of a bicycle for our minds.
Jobs miał na myśli to, że komputery pozwalają zwielokrotnić moc naszego mózgu, dokładnie tak jak rowery wzmacniają siłę naszych mięśni. W obu przypadkach dzięki danemu narzędziu osiągamy nasz cel szybciej.
Wideo z tym filmem zostało nagrane w 1991 roku. Dokładnie w tym samym roku sir Tim Berners-Lee zakończył tworzenie podstawowej wersji World Wide Web, potocznie nazywanego dzisiaj „internetem”. Wydaje mi się, że to właśnie wynalazek Bernersa-Lee, pomimo całej swojej niesamowitości stał się rzeczą, która uczyniła sentencję Jobsa nieaktualną w większości przypadków.
Internet pomimo tego, że wiele rzeczy zmienił na lepsze, sprawił również, że komputera można używać tak samo bezmyślnie jak telewizora.
Możemy zalać się godzinami filmików z YouTube prezentujących ludzi przewracających się na rowerze, na wietrze1 lub robiących z siebie idiotów wchodząc na niezabezpieczony nadajnik telewizyjny. Możemy przewinąć kolejną stronę na Kwejku czy Demotywatorach ciesząc się kolejną porcją gimnazjalnej twórczości. Wszystko zabawne i przyjemne, tylko gdzie tutaj siła mózgu?
Jasne, są osoby które dalej używają komputera jak roweru dla mózgu. Możemy przecież pisać na nim książki albo dodawać kolejne funkcje do naszej aplikacji. Tylko rozglądając się wokoło odnoszę wrażenie, że ta grupa ludzi jest w mniejszości. Nie jest to niezauważalna mniejszość, ale wciąż mniejszość.
Zdaje się, że to stwierdzenie Steve’a jako jedno z niewielu po prostu nie przetrwało próby czasu.