ACTA, kilka słów po
Przez ostatnie 10 dni na blogu panowała cisza. Powód to wypadkowa kilku rzeczy: mojego lenistwa, lekkiego znudzenia wszystkim oraz monotematyczności newsów z zeszłego tygodnia.
Jak ktoś żyje w puszczy amazońskiej, to pewnie nie wie jeszcze, że cały poprzedni tydzień internet gotował się na temat ACTA. Gotował się, nie bardzo wiedząc co to w ogóle jest. Ktoś powiedział im, że to jest złe oraz niedobre i tyle wystarczyło, żeby się przeciwko temu buntować.
Tak, mi również średnio podoba się ta umowa – głównie ze względu na jej ogólność i powstawanie w tajemnicy. Nie wyłączyłem jednak myślenia i nie sieję paniki wokół. Ilość bzdur jaką przeczytałem na ten temat wystawia niezbyt dobre świadectwo „internautom”1.
Paweł Nowak w Tworzę Internet #2 powiedział, że musi iść pod prąd, albo przynajmniej w poprzek. Ja w tej kwestii również nie potrafię iść z prądem. Nie potrafię stać w jednym rzędzie z ludźmi, którzy protestują przeciwko czemuś, o czym nic nie wiedzą. Nie chcę być kojarzony z osobami, którzy jako rozwiązanie uważają przemoc wobec losowych ludzi.
Potraktujcie ten wpis jako wyjaśnienie mojego względnego milczenia w tej sprawie.
-
W cudzysłowiu, ponieważ tym słowem posługują się w zasadzie tylko telewizja, radio i gazety. ↩